|
"... oślepł - i kalectwa sromu
niechciał już święcić na hetmańskim dworze,
Bo tu i oko i ramię mieć trzeba.
Mówił, że nie chce psuć tu darmo chleba,
To i pod kościół przeniósł się w pokorze
I siadł na górze św. Marcina;
Więc i jam prosił i prosił Nowina,
By niezadawał nam takiej boleści,
I ledwo tyle mogliśmy uprosić,
By się pozwolił pod kościółek nosić.
I siadł przy księdzu, jakoż tam się mieści
I już do śmierci tylko się sposobi.
Wnuczka Nowiny dobrze mu tam służy,
A on z modrzewia jakiś łańcuch robi
Całych ogniwek z kłody bardzo dużej;
Bywam u niego, bo mu wożę wino.
Już kilka siągów jest tego łańcucha,
Ale w robocie zastąpiony ino,
I tylko jeszcze Nowinianki słucha
I każe piędzią kościółek jej mierzyć,
Od drzwi wchodowych po ścianie do koła,
I sam w to wierzy i każe nam wierzyć,
Że go Bóg w łasce, aż wówczas powoła,
Gdy łańcuch skończy, a żadne ogniwo
Nie puści w słoju, lecz będzie tak całe,
Jako w modrzewiu jest zrośnięte żywo.
W on czas da łańcuch na trę Bożą chwałę
I wezwie jeszcze Hetmana do siebie.
I rzekł pan Hetman:
"Niech będzie po woli!
Raczcie pamiętać o winie i chlebie,
Bo mię niedola takiej duszy boli!
A gdy mię wezwie we dnie, czy to w nocy,
Będę się stawił, boć jest rycerz mocy
Wielkiej i Bożej on Czeszejko stary!"
I rósł on łańcuch całego ogniwa,
A gdy po piędzi dorósł już do miary,
Czeszejko pana do siebie przyzywa:
I z całym dworem pan na górę ruszył,
Bo znał Czeszejkę, więc i dobrze tuszył
Dla wielkiej sprawy z onego wezwania,
Pogodne słońce zeszło nad górami
I przed kościółkiem czekał powitania
Czeszejko, w krześle siedząc przede drzwiami,
Znać, że o świcie jeszcze się spowiadał.
Wyszła msza święta: z wiarą najgorętszą
Słuchał mszy całej i sercem upadał,
Gdy mu ksiądz podał Hostyę przenajświętszą;
Potem wyciągnął ręce do Hetmana:
"A gdzież jest ręka? Ręka mego pana?
Bo i dziś stoję, jakom stał na straży!"
I podał rękę pan Hetman ciemnemu
I lekko dotknął hetmana po twarzy
I rzekł: "Ten ci jest! Ten sam po staremu,
Jakiegom ujrzał raz pierwszy u Orszy,
Kiedy to sławy krok uczynił sporszy!
"Zrobiłem panie łańcuch modrzewiowy
Na znak świadectwa, z jednej tylko sztuki:
Choć Bóg wziął oczy, to dał mi wzrok nowy,
więc go zostawiam w ziemi dla nauki:
Każ go poświęcić i opnij do koła
Środkową ścianę całego kościoła,
Onym łańcuchem całego ogniwa,
I niech tu po nas na świadectwo bywa."
Jakoż poświęcił ksiądz wodą święconą
Calisty łańcuch, i gdy nim opięto
W koło kościółek, rzekł Czeszejko: "Świętą
Jest wiara ojców - i Bóg był z koroną,
Dopóki naród wiarę ojców chował,
A więc ślepemu kazał, by zgotował
Łańcuch calisty na przestrogę ludzi;
A jeśli naród w czas się nie obudzi,
To Bóg łańcuchem i kościół opasze
I naród cały łańcuchem z żelaza,
Jeśli niewiary nie zatrze się zmaza
I Bóg mi świadek, że nie darmo straszę?
"Gdy pod Starodub wiódł znaki Hetmanie,
Toć ważyć raczył w tym boju me zdanie,
I jakom mówił, tak się wszystko stało,
Więc do senatu nieś to słowo cało.
I kto jest krzywy niech się kaja w duchu,
Łańcuch drewniany, lecz widomy w panu,
Woła od grobu do wszelkiego stanu,
Że na żelaznym siądziemy łańcuchu?"
Kiedy to mówił, Hetman starca mierzył
I przed się patrzył groźny i ponury
I nad górami starły się dwie chmury
I piorun z nieba na lasy uderzył
I gdy grzmot ustał, już Czeszejko nie żył,
A po piorunie znów cisza grobowa.
Nikt w całym kole nie rzekł ani słowa,
Hetman siadł na koń, więc i pojedynkiem
Ruszył przez pola, dawszy nam odprawę
I niewiadomo, jaką miał zabawę,
Znać się pasował z onym upominkiem
Bo bardzo późno w nocy już powrócił
I suszył trzy dni o chlebie i wodzie
I wszyscy znali, że się w duszy smucił,
Tak nieszczęśliwą wróżbą o narodzie."
|